
Gustavo Zerón, (52 l.), jest imigrantem z Hondurasu. Pracuje na Queensie na Willets Point, w zagłębiu warsztatów samochodowych i złomowisk. Teraz uczy się na koszt miasta w LaGuardia Community College. Nie pytają tam o status imigracyjny.
Choć przychodzą tam głównie Latynosi, jest miejsce i dla Polaków. College ma pomóc takim jak Gusyavo w znalezieniu innego zajęcia poprzez podniesienie kwalifikacji.
Organizuje kursy angielskiego, komputerowe, księgowości, mechaników samochodowych i kelnerskie.
Uczyć może się każdy, kto chce i kto potrzebuje pomocy w podniesieniu swoich umiejętności. Chętnych jest wielu, ale miejsce znajdzie się dla wszystkich.
Miasto wydało 2,5 miliona na kursy dla pracowników z Willets Point, ale nie tylko dla nich, bo nie zadają tam żadnych pytań. Wystarczy chcieć i zapisać się na kurs. – To dla mnie jedyna szansa, żeby się stamtąd wydostać – mówi Zeron dziennikarzom New York Timesa.
Wiemy, ale nie pytamy
– Doskonale wiemy, że większość ludzi, którzy tu przychodzą to nielegalni imigranci, ale zdecydowaliśmy się im pomóc – mówi Madelyn Wils z miejskiej Rady Rozwoju Ekonomicznego – Oni także muszą utrzymać swoje rodziny – tłumaczy.
Zajęcia na LaGuardia na kampusie w Long Island City trwają od 2 kwietnia, ale dołączyć można w każdej chwili. Liczba uczestników kursów wzrasta, choć twarze często się zmieniają, bo nie wszyscy mają dość wytrwałości.
Ogromna większość to mężczyźni, Latynosi i nielegalni imigranci. Wielu chce się nauczyć podstaw angielskiego, inni jak Zeron mają większe ambicje. Przyjechał z Hondurasu w 1999 i zarobił w Willets Point na tyle, by utrzymać czworo dzieci i posłać je do szkoły.
Jego ambicja to postawienie domu w Hondurasie i założenie tam własnego warsztatu naprawy komputerów. Tego właśnie oprócz angielskiego uczy się w LaGuardia.
Nowe możliwości
Jary Alvarez, (27 l.), także z Hondurasu pracuje w Willets Point przy zmianie opon. On też chce się nauczyć czegoś nowego, podobnie jak i Daniel Maldonado (45 l.), mechanik samochodowy, który miał już dość tego, że tracił klientów przez brak znajomości języka.
Victor Espinoza (59 l.) był w Peru ekonomistą, ale w Stanach pracował na złomowisku. Po kursie angielskiego liczy na posadę recepcjonisty w hotelu. – Wolelibyśmy, żeby nasze warsztaty tu zostały, ale miasto wygrało. Teraz musimy przyjąć pomoc, jaką nam dają – mówi Espinoza w NYT.


